Wolność, jako swoboda wyboru

Wolność, jako swoboda wyboru

“(…)człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi. Wyborów zaś trzeba było dokonywać bez przerwy. Każdy dzień, każda godzina stwarzały możliwość podejmowania decyzji – decyzji, od których zależało, czy człowiek ulegnie siłom mającym władzę pozbawić go własnego “ja”, jego wewnętrznej wolności; które rozstrzygały, czy stanie się igraszką w ręku losu, czy wyrzeknie się wolności i godności, pozwalając się wtłoczyć w schemat zachowań typowego więźnia.”

Viktor E. Frankl, ”Człowiek w poszukiwaniu sensu”.

Dziś dźwięczy mi w głowie ten cytat z Viktora Frankla. Nasza wolność nie jest niczym innym, jak wyborem. Bez względu na to, w co wierzymy, z jaką frakcją polityczną sympatyzujemy, czy jesteśmy biedni, czy bogaci, kogo kochamy, wszyscy mamy wybór. To nasze człowieczeństwo. 

Nawet w obozie koncentracyjnym gestapowcy nie byli w stanie odebrać tego przywileju więźniom, choć nie wszyscy o tym wiedzieli… Dziś próbuje się nam to odebrać w sposób perfidny. 

Zawsze pozostaje wybór tego, co pomyślimy, co powiemy, jak zareagujemy.

Kilka dni temu dałam Wam perspektywę pracy z osobami z niepełnosprawnością. Dziś myślę o tych z moich koleżanek, które mają wspaniałe, liczne rodziny, z kochającymi i wspierającymi mężami u boku. Które mają ogromną wiarę i wsparcie wspólnoty religijnej. Które krzyczą, że są za życiem (ja również jestem, choć pewnie tego nie dostrzegają). Zastanawiam się, jakich wyborów dokonałyby, gdyby okazało się, że ich pierwsze dziecko ma wady genetyczne, które oznaczają dla 24-godzinną opiekę do końca jego dni. Czy zdecydowałyby się na kolejną ciążę? A jeśli tak i znów okazałoby się, że płód ma deformacje… co wtedy? Czy byłyby kolejne dzieci? Przecież ich wiara zabrania antykoncepcji. Jak dalej wyglądałyby ich związek? Czy każde zbliżenie z tym, któremu ślubowało się oddanie “w zdrowiu i chorobie” byłoby okraszone lękiem, strachem, że znów coś pójdzie nie tak? 

A gdyby po 3 zdrowych dzieciach kolejne miały niepełnosprawność lub urodziły się martwe? Jakie byłyby dalsze wybory? 

Czy wtedy też Ty kobieto, byłabyś przeciwko wyborowi? Pięknie nam się gdyba, prawda? Jednak jako ludzie mamy taką zdolność współodczuwania, która nazywa się to empatią. Spróbuj czasem zrobić z niej użytek i przygotuj sobie “symulacje”, w której wcielasz się w drugą osobę. Może okaże się, że nawet jeśli nadal nie zgodzisz się z danym poglądem, przynajmniej zrozumiesz, dlaczego ktoś dokonuje innych wyborów? 

Walka, która trwa, nie dotyczy (w moim odczuciu) tylko aborcji. Nie mówimy też o kobietach, które podejmują ten krok wyłącznie z własnej wygody. Nie walczymy dziś o takie sytuacje. Nie walczymy nawet o to, aby koniecznie zrobić aborcję, jeśli okazuje się, że u dziecka pojawiają się jakieś wady typu zespół Downa, czy nawet brak wykształconej kończyny. Są przecież ludzie, którzy żyją z tymi dysfunkcjami, zakładają rodziny, pracują zawodowo, spełniają się. Są matki, które nawet z ciężką chorobą będą mogły i chciały się zmierzyć. Które mogą sobie pozwolić na heroizm. 

Dziś walczymy o możliwość wyboru. A do tego każdy z nas ma prawo. I nawet jeśli taka możliwość się pojawia, nie oznacza, że każda z nas dokona takiego samego wyboru. 

Wolność wyboru, to nie to samo co stwierdzenie “idę na łatwiznę, zrobię aborcję”. To jedna z potencjalnych możliwości. I dla jednych to ten moment, kiedy poczują ulgę, że mogą podjąć decyzję z jej konsekwencjami (taka ciąża i aborcja to ogromna presja i często trauma dla kobiety). A dla innych wystarczy sama świadomość, że “mogłam usunąć, ale podjęłam inną decyzję.”

Jak długo decyzja należy do Ciebie kobieto i bierzesz za nią świadomą odpowiedzialność, to jest Twój wybór. Zawsze będę za wyborem w tej sprawie. Nie muszę się zgadzać z Tobą w poglądach. Szanuję Twoją decyzję i poglądy, więc proszę, abyś uszanowała moje. 

Twoja wolność do głoszenia swoich poglądów “pro-life”, nie może odbierać wyboru drugiej stronie. Zwłaszcza jeśli w łonie tej przyszłej matki nie rozwija się life, ale death. Nie wiesz, kim ona jest, jakie ma życie, z czym się mierzy. A ona nie zna Twojej historii. Jednak łączą was – kobiecość i człowieczeństwo. Jeśli o tym nie zapomnimy, to będziemy mogły spotkać się w połowie drogi.

Dodaj komentarz