Jak pokochać siebie?

Jak pokochać siebie?

Czy jest jakiś prosty sposób na to, aby pokochać swoją osobę?

W końcu to jedna z najtrudniejszych miłości w naszym życiu. Potrafimy bezwarunkowo kochać małe dziecko, które rozrabia i psoci. Potrafimy nawet zakochać się w kimś, kto nas krzywdzi i rani. 

Miłość do siebie jest niestety trudniejsza, ponieważ na swoją osobę bardzo często patrzymy w zupełnie inny sposób, niż widzą nas ludzie, nasi bliscy, czy przyjaciele. Często mamy w swojej głowie krytyka, który “rządzi” despotycznie i wciąż podrzuca różne zakazy, nakazy, ustala nowe zasady i mówi nam, co jest dobre, a co nie. 

Jednym z pierwszych elementów na drodze do pokochania siebie jest zrozumienie. Zrozumienie siebie, którego nabieramy wtedy, gdy poświęcamy sobie czas i uwagę. W naszym wnętrzu drzemią odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet te, których boimy się sobie zadać. Kiedy wyłączamy nasz umysł i pozwalamy swemu sercu przemówić, nagle odkrywamy, że wiele z naszych “zakazów”, “nakazów”, “ograniczeń”, naszych codziennych rytuałów, czy zasad, którymi kierujemy się w życiu, nie należy do nas. W drodze przez życie po prostu wrzuciliśmy je do naszego plecaka, na zasadzie idę, patrzę: o leży zasada, wezmę, może się przyda w przyszłości… Wszystko jest ok, póki jesteśmy na początku naszej drogi życiowej i uczymy się świata. Wtedy nasz plecak jest jeszcze w miarę lekki, a droga często płaska i łatwa. Jednak z biegiem czasu, kiedy wędrówka staje się bardziej wymagająca, szlak wiedzie pod górę, a do tego droga jest kręta i kamienista, to każdy dodatkowy kilogram staje się ciężarem, który zaczyna nam mocno doskwierać. 

Wtedy najczęściej “budzimy się” do życia. Nasz wewnętrzny głos, nasza intuicja, czy jakkolwiek to nazwiemy – zaczyna wysyłać nam sygnały. Czasem to nasze ciało, które poprzez chorobę, czy ból fizyczny daje nam informację, że coś w naszym życiu jest nie tak. 

Pojawia się wtedy taki wewnętrzny “przymus”, aby przystanąć, przyjrzeć się sobie, swojemu życiu i zastanowić się kim jestem? Czy mój plecak wypełniają przekonania, myśli i działania, które są moje? Czy zasady, którymi kieruję się w życiu, wynikają z potrzeby mojego serca, czy może noszę je w plecaku od 40 lat i choć data ich ważności uleciała z końcem poprzedniego wieku, czy dekady, to jednak ja wciąż się ich trzymam.

Dla mnie pokochanie siebie łączy się z akceptacją, z uważnością na siebie, swoje potrzeby i z troską nie tylko o własne oczekiwania, ale także przekonania i wartości. 

Trudność może wynikać z tego, że wiele osób nie jest świadoma swojego “ja”. Nie wiedzą kim są dziś, co myślą, co czują, co lubią i jakie stoją za nimi wartości. 

Dlatego w moim programie MYfreeDOM life zaczynamy właśnie od poznania i rozpoznania  “ja”, które kryje się w rosyjskiej literce я. 

Miłość do siebie z mojego osobistego doświadczenia, ale także z obserwacji nie rodzi się z dnia na dzień. To codzienna praca, wysiłek i zaangażowanie. Wymaga świadomej obecności. Niektórzy powiedzą, że wymaga rozwoju osobistego. Myślę, że rozwój jest konsekwencją działań, które podejmujemy, właśnie kochając siebie. 

To troska o słowa, które wypowiadamy pod swoim adresem, dbanie o sprawność ciała, o systematyczną “gimnastykę” swojego umysłu, świadome wybory, uczciwość wobec siebie i innych. Dbanie o to co i jak jem. To zadbanie o potrzeby swojej duszy i o to, abyśmy świadomie wybierali aktywności, które nas budują i wzmacniają. 

Dla mnie miłość do siebie to akceptacja swoich zalet i ujemnych zalet/wad (słowa mają znaczenie). To także zaufanie do siebie, które zyskuje się, podejmując nowe wyzwania i sprawdzając w różnych sytuacjach, albo dokonując wyborów moralnych, zgodnych z naszymi przekonaniami. Nawet jeśli są one niepopularne, albo nieakceptowane w naszej społeczności. To są małe, lecz często niełatwe kroczki, które powoli i stopniowo zmieniają naszą optykę. 

Zmieniamy się każdego dnia, więc dobrze aktualizować swój stan plecaka. Czy naprawdę potrzebuję wszystkich zasad, regułek i nakazów lub zakazów, które gdzieś po drodze się do mnie przykleiły?

Spróbuj przyjrzeć się sobie dziś. Kim jesteś w tym momencie. Może okaże się, że nie ma już w Tobie tego dziecka, które bało się powiedzieć światu o swoich pragnieniach, czy potrzebach. Może dziś nie potrzebujesz już pytać rodziny, czy znajomych o zgodę na coś, na co od dawna masz ogromną ochotę. 

Miłość do siebie to bycie w zgodzie z jedyną osobą, od której nigdy nie możesz się oderwać. Zamiast zawsze stawać po stronie innych pokrzywdzonych, smutnych, źle traktowanych, czasem staniesz po swojej. I bez względu na to, jak bardzo schrzaniłaś, czy schrzaniłeś jakąś część swego życia to póki żyjesz, zawsze masz czas coś zmienić – nawet dziś. Miłość do siebie nie polega na tym, że kochasz siebie tylko wtedy, kiedy robisz dobre rzeczy, gdy jesteś bohaterem swojego życia, ale na tym, by kochać siebie zawsze, jak mawia Ewelina Stępnicka. Stawanie zawsze po swojej stronie, to taki mały krok dla ludzkości, ale wielki dla Ciebie na drodze do miłości własnej. 

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Ania

    Tekst do mnie! Dbam o rodzinę, dzieci, przyjaciol, a kto zadba o mnie? W końcu ja wiem najlepiej czego mi trzeba.

    1. MYfяeeDOM

      Myślę, że wiele osób z tym się zmaga. Częśto brak nam wiary, że my również zasługujemy na to, co najlepsze, że mamy wartość i coś ważnego do zaoferowania. Przytulam mocno.

Dodaj komentarz