“Jesteś CUDem do odkrycia, a nie problemem do naprawienia”

“Jesteś CUDem do odkrycia, a nie problemem do naprawienia”

Kiedy pierwszy raz to usłyszałam, poczułam się nieswojo. Przecież tylu ludzi mówiło, że nad jednym trzeba pracować, a inne trzeba zmienić. Musisz, powinnaś, trzeba… Więc jak to, jestem cudem? Jak to, że nie trzeba mnie naprawiać? Przecież inni mówią, że trzeba.

Choć w rozwoju osobistym jestem od bardzo dawna i pracowałam z technikami i narzędziami “największych mędrców” coachingu, rozwoju i psychologii, to jednak wciąż miałam poczucie, że jest coś, co sprawia, że jestem niedostatecznie dobra, nie wystarczę taka, jak jestem. Wciąż jest przecież tyle do naprawienia, do przepracowania, do zmiany… Jeden mówi, że to, co tworzę, jest wspaniałe, że uwielbia moje teksty, zdjęcia, posty, a drugi, że powinnam to zrobić inaczej. No i mój wewnętrzny zarządca. Ten to dopiero szaleje! Tak nie można. Nie jest jeszcze skończone, trzeba poprawić, zmienić, jeszcze nie pokazuj, jeszcze nie jesteś gotowa. Świat nie zrozumie, nie są na to gotowi…

“Mędrcy” marketingu mówią jak zdobyć nowych klientów, jak podbić świat internetów i jak zarabiać miliony monet na swojej wiedzy. Przecież to pryszcz. Oni odnieśli sukces w ciągu miesiąca. A kiedy krok po kroku podążam za ich strategią, to jakoś nie działa. Więc co robię nie tak? Co jest ze mną nie tak? 

Ktoś mówi: “Masz być człowiekiem sukcesu!“, zarabiać dużo, mieć 20 tysięcy folołersów. A co jeśli ja tego nie czuję. Nie czuję wielkich biznesów, bo nie jest to moje. Lubię ludzi, a w tłumie jakoś mi znikają. Pewnie, że chciałabym rozwinąć skrzydła, ale nie kosztem moich wartości, nie chodzeniem na kompromisy, aby zadowolić świat i ludzi, których nawet nie znam. A jednak czuję ich oddech na swoich plecach. Czuję ich spojrzenia, słyszę szepty. I to mnie paraliżuje. Trudno wybrać z 8 miliardów to, którego człowieka najpierw zadowolić, którego potrzeby spełnić. Przecież każdy chce mieć udział w wizji mojego życia. Ma na nie jakiś przepis, strategię, plan.

Od dziecka wszyscy chcą nas naprawiać, zmieniać, ulepszać.

Mówi nam się:

“Ucz się lepiej!” 

“Dlaczego Twoje koleżanki potrafią, a ty nie?” 

“Co z Tobą jest nie tak?” 

“Możesz lepiej!”

“Postaraj się bardziej!”

“To zrobiłaś nie tak…” 

“Musisz to zrobić inaczej!”

“Dziewczynce nie wolno się tak zachowywać!”

“Nie płacz…”

“Bądź mądrzejszy!”

Albo “głupszemu trzeba ustąpić” no i jak ktoś Tobie ustępuje, to jednak nie czujesz się fajnie, będąc głupszym. A z drugiej strony, kiedy Ty ustępujesz, to zaczynasz się porównywać. Mądrzejszy – głupszy, lepszy – gorszy…

Albo “przesadzasz”, kiedy próbujesz poradzić sobie z czymś, co zaprząta Twoją głowę, czy emocje. 

Słyszymy to w szkole, w domu, na podwórku, a czasem także w dorosłym życiu. Jeśli np. szef ma gorszy dzień, albo gorsze maniery, albo partner miał ciężkie chwile w pracy. 

Ciągle jesteśmy nie dość dobrzy, nie wystarczająco doskonali. Wciąż chcemy zmieniać siebie, aby przypodobać się innym, aby zasłużyć na ich miłość, uznanie, akceptację. Aby pewnego dnia, kiedy już będziemy “wystarczająco…”(tu wstaw swoje nakazy) zasłużyć na słowa: “Kocham Cię”, “Jestem z Ciebie dumna”, “Jesteś wspaniałą osobą”, “Cieszę się, że jesteś częścią mojego życia”. I wszystko inne, co pragniemy usłyszeć.

A może potrzebujesz innej miłości? Nie słuchania, a doświadczania, obecności, spojrzenia pełnego miłości, zachwytu. Każdy z nas jest inny i absolutnie każdy – wyjątkowy! Jednak tak bardzo często pragniemy być kochani i akceptowani przez tych, którzy tej miłości nie mają w sobie. Albo nie mają jej dla nas. A odwracamy się od tych, którzy mogą i chcą ją nam dać. 

Kurs “Jesteś CUDem do odkrycia, a nie problemem do naprawienia“, Eweliny Stępnickiej, zupełnie zmienia perspektywę. Odkładasz bejsbol, skakankę i kabel od prodiża i z latarką miłości zaglądasz do swojej piwnicy życia. I odkrywasz to wszystko, co przyszło do Ciebie z zewnątrz. Twoje przekonania, nakazy, zakazy, “mądrości ludowe”, które upychasz codziennie w tej swojej piwnicy. Przyglądasz się temu i zastanawiasz czy jest to jeszcze potrzebne, czy wciąż jest ważne, czy ma dla Ciebie wartość? A może od lat już tego nie używasz, nie służy i pora to uprzątnąć. 

Przyglądasz się własnemu krytykowi, stylowi życia, który sobie sama narzucasz i przyglądasz się, czy jeszcze Ci służy, czy nie. Czy robisz to, bo się boisz, czy może dlatego, że kochasz?

Niby to praca nad sobą, ale bez poczucia złości, że jestem beznadziejna, że tyle w życiu zniszczyłam. Ale z miłością, powoli, stopniowo sprawdzasz, co działa, co nie działa? Co jest jeszcze przydatne, a co nie?

Odkrywasz tak kawałek po kawałku własnego życia, aby przekonać się, jaki CUD kryje się w zakamarkach Twego życia.

Podejście Eweliny zupełnie mnie zaskoczyło. Zmieniło postawę wobec samej siebie i sprawiło, że poczułam spokój. Nie ma w nim walki, ciśnienia, aby być najlepszym. Jest za to potrzeba odkrywania, poszukiwania, bycia najlepszą wersją siebie – autentyczną, jedyną i niepowtarzalną. Przecież każdy z nas taki jest!

Nie jest to post sponsorowany, lecz z głębi serca dzielę się tym, jaką wartość daje praca z Eweliną. Najlepszy prezent, jaki sobie sprawiłam od dłuższego czasu. 

Pamiętaj, że jesteś CUDem do odkrycia!

Dodaj komentarz