“Jak mniej myśleć” – subiektywnie

“Jak mniej myśleć” – subiektywnie

Nie będzie to recenzja książki, bo choć z wykształcenia jestem kulturoznawcą i mam papier na bycie krytykiem, to jednak znacznie bardziej interesują mnie detale i to, co z przedmiotu takiej analizy mogę wyciągnąć dla siebie. 

Jeśli nie jesteś osobą, o której mówi w swojej książce “Jak mniej myśleć” Christel Petitcollin, to pewnie ten tekst będzie Cię irytował, tak jak mnie irytowało czytanie tej fantastycznej książki. Autorka nadaje pewien rytm, a nawet wartką akcję, choć pisze o pewnych umysłowych uwarunkowaniach. 

Dopóki nie sięgnęłam po tę książkę, nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nadwydajną mentalnie. Wiedziałam i jednocześnie nie wiedziałam, że jestem inna niż większość ludzi. We wczesnej młodości mama zabrała mnie na spotkanie z panią psycholog (chyba ze względu na słabsze wyniki w nauce). Jednak jedyne co się od niej dowiedziałam, to że jestem kinestetykiem i mam bardzo silną więź z rodziną. Ani słowa o tym, że moje “rozkojarzenie” w szkole może wynikać z czynników, takich jak nadwydajność mentalna, przez co trudniej jest się skupić. Zwyczajnie nie jestem w stanie wyłączyć ilość bodźców, które docierają do mojego umysłu. 

Ta wizyta nie zaspokoiła więc moich potrzeb zgłębiania tajników własnej osobowości i ludzkiej psychiki. Niespełna 10 lat temu podążyłam ścieżką rozwoju osobistego, poznałam książki psychologiczne, społeczne, a finalnie również coaching. Odkrywałam kolejne warstwy i poznawałam samą siebie – jako efekt uboczny 🙂 Ta książka zmieniła totalnie moją perspektywę! To, co do tej pory budziło społeczne niezrozumienie, brak akceptacji – stało się źródłem mojej dodatkowej mocy. 

Hiperestezja to pod pewnymi względami wyjątkowa szansa. Przydaje się do zdobywania wiedzy o środowisku. Nakazuje zdwoić czujność i pobudza zainteresowanie światem zewnętrznym. Ta wyostrzona multisensoryczność pozwala doznawać nadzwyczajnej zmysłowej rozkoszy.” (“Jak mniej myśleć str. 31)

No dobra – z tą rozkoszą, to może trochę przesada, jednak zaczęłam rozumieć, w jaki sposób mój umysł wykorzystuje wszystkie informacje, które zbiera. Odkryłam też, dlaczego większość moich znajomych nie zwraca uwagi na te detale, które mnie aż rażą. Zawsze zauważę plamę na bluzce, podarte spodnie efekty nieprzespanych nocy.

Od wielu lat nieświadomie wykorzystuję swoją hiperestezję w pracy, czy może raczej – w wykonywanych przeze mnie zawodach, a trochę ich było. Moja multisensoryczność sprawia, że zwracam uwagę na detale w pracy, w obsłudze klienta, w sposobie komunikacji czy stylu pracy. Przyglądam się miejscom pod względem lokalizacji, wyglądu, czystości, oświetlenia, kolorów użytych we wnętrzu, strojów, które nosi personel, ale także inni spotkani na mojej drodze ludzie. Moją uwagę przykuwa zapach w pomieszczeniu, poziom hałasu, formy użyte we wnętrzu. Przykładam ogromną wagę do tego, jak towar jest wyeksponowany na półkach, czy spada z wieszaków, czy swobodnie można je przesunąć, czy personel jest uprzejmy albo nachalny.

Taka “spostrzegawczość” zwykle przeszkadzała mi w pracy, ponieważ wydawało mi się, że wszyscy podobnie odbierają to, co dzieje się wokół nich. Okazało się, że nie. Niestety moje przenikliwie spojrzenie i duża ilość wychwytywanych informacji doprowadzały jedynie do tego, że bardzo szybko i często zmieniałam pracę. Większość ludzi nie rozumiała nie tylko moich analitycznych możliwości, postrzegając je jako czarnowidztwo i krytykę, a nie dostrzeganie większych możliwości.

Od wielu lat jestem świadoma tego, że moje zmysłowe i intuicyjne osądy co do jakości pracy czy obsługi w większości przypadków się sprawdzają, to wiem już kiedy się wycofać. Posiadam wiedzę, doświadczenie  i świadomość roli każdej ze stron. Dostrzegam możliwości i zagrożenia zarówno dla właściciela firmy, jak i pracownika. Często jestem też nowym nabytkiem w dość zżytych zespołach, więc łatwiej jest mi analizować te dane i zauważyć wiele trudności na linii pracodawca – pracownicy. 

8 firm, w których pracowałam, obecnie nie istnieje. 3 z nich nie przetrwały nawet jednego roku, a 2 zespoły rozpadły się w czasie krótszym niż 6 miesięcy. W tym zespół składający się z pracowników posiadających wieloletni staż. 

Książka “Jak mniej myśleć uświadamia mi, że wszystko, co w życiu codziennym i zawodowym, było do tej pory ogromnym wyzwaniem – może być dla mnie błogosławieństwem. Okazuje się bowiem, że jestem fantastyczna w audycie firmy! Nie znam się na cyferkach, jednak korzystając z moich mocy “nadwydajności mentalnej” potrafię czytać ludzi, miejsca i potencjał, który płynie z danej przestrzeni. 

Świadomość multisensoryczności staje się problemem nie w momencie, kiedy dotyczy to innych osób, ale kiedy dotyczy mnie. Do całej gamy zmysłów, które są aktywne w trakcie budowania marki, dołącza choćby trudność z podjęciem decyzji o wyborze kolorów, czcionki itd. Jestem zżyta z tym, co tworzę, dlatego trudniej mi nabrać obiektywnego podejścia. Bardzo często blokują mnie więc kwestie trzeciorzędne dla zwykłych zjadaczy chleba. Jednak uświadomienie sobie obecności tylko tego jednego aspektu “nadwydajności mentalnej” – podniosło moją jakość życia i przysporzyło mi więcej radości z pracy. 

Dodaj komentarz